Jeśli miałbym wskazać ważniejszy zespół w historii muzyki rozrywkowej od słynnych Beatlesów, to mógłby to być już jedynie Elvis Presley. Zresztą niejedno ich łączyło, a nawet można by powiedzieć, że byli sobą wzajemnie zafascynowani. Do tego stopnia, że gdy Beatlesi po raz pierwszy przyjechali do Stanów Zjednoczonych, to Elvis zaprosił ich do swojej posiadłości, gdzie odbył się historyczny jam session z udziałem czwórki z Liverpoolu i króla Elvisa. Niestety, nikt wówczas nie pomyślał o tym, żeby to efekty tego spotkania zarejestrować. Dzisiaj taka taśma byłaby bezcenna!
To chyba jedna z najważniejszych postaci ruchu hipisowskiego i wszelkich pokrewnych myśli i idei. Przede wszystkim utwór pod tytułem “Imagine” jest uznawany za nieoficjalny hymn pacyfistów. Poza tym Lennon wielokrotnie angażował się w różne akcje polityczne, a jego utwory wprost nawoływały do wychodzenia na ulice i buntowania się przeciwko władzy. Nieomal nie został przez tą działalność deportowany ze Stanów Zjednoczonych, w których zamieszkał wraz z Yoko Ono.
McCartney jest największym “rockerem” z całej czwórki. Mówi się, że gdyby Lennon nie odszedł z zespoły to McCarney przejechałby z nim już kilkukrotnie cały glob. Była to też jedyna osoba z grupy, która lubiła koncertować. To był jego żywioł. Obecnie nadal koncertuje, już zupełnie solowo (niekiedy tylko z Ringiem Starrem). Ogólnie historia z graniem koncertów była taka, że zespół bardzo szybko z tego zrezygnował, szczególnie gdy stał się bardzo popularny i działał głównie w studio. Mądrym młodzieńcom nie podobały się reakcję ludzi, mdlenie kobiet, piski zagłuszające dźwięk - takie były wówczas czasy.